Debata w Porannym

Kurier Poranny 13.02.2006 r.

Debata w Porannym: dlaczego podlaski biznes nie skorzystał na funduszach unijnych i jak to zmienić Gonić Japonię czy doganiać Warszawę.

W miniony piątek w redakcji Porannego odbyła się debata na temat doświadczeń wynikających z rozdziału unijnych funduszy strukturalnych dla przedsiębiorstw Podlasia. Ponieważ nie są to doświadczenia dobre, zastanawialiśmy się co i jaka drogą należy w tym systemie zmienić, żeby kolejne środki przyniosły więcej korzyści biznesowi województwa.
Pretekstem do rozmów był projekt raportu na ten temat przygotowanego przez Centrum Promocji Podlasia. Będzie on przesłany decydentom regionalnym i szczebla centralnego w Polsce. Trafi także do Brukseli.
W redakcji gościliśmy: Sebastiana Rynkiewicza i Krzysztofa Paszko z Centrum Promocji Podlasia, Tomasza Perkowskiego z firmy konsultingowej Tomas Consulting i CPP, Damiana Raczkowskiego, posła PO, członka sejmowej komisji przedsiębiorczosci i rozwoju spraw wewnętrznych, Marka Dźwigaja z Regionalnej Instytucji Finansującej przy Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego i Ewę Kozłowską z PFRR, Marcina Szczebiota z referatu przedsiębiorczości i programów stypendailnych Urzedu Marszałkowskiego, dr Tadeusza Truskolaskiego, eksperta ministerstwa rozwoju regionalnego d/s Programu dla Polski Wschodniej oraz zespołu d/s opracowania Strategii Rozwoju Kraju na lata 2007 – 2015, a także przedsiębiorców: Michała Drynkowskiego (Restauracja Carska w Białowieży), Sebastiana Nietupskiego (firma Kotniz), Zbigniewa Sokołowskiego (firma Ferrox), Tadeusza Klimowicza (firma JKT) i Jarosława Stypułkowskiego (firma Autogryf ).

Poniżej prezentujemy niektóre tylko wątki redakcyjnej dyskusji.

Krzysztof Paszko: – Pomysł zrobienia raportu wynikł z rozmów z przedsiębiorcami. Podstawowy wniosek, jaki z niego wynika, jest taki: mimo bardzo dużego zainteresowania funduszami strukturalnymi, jedynie nieliczne wnioski przekształciły się w umowy dotacji. Dlaczego tak się dzieje?
Sporządzenie wniosku wymaga dużego nakładu sił i środków. Dla firm, które nie zajmuję się tym na co dzień, jest to czasami bariera nie do przebicia. Wniosek podlega ocenie, która trwa pól roku albo i dłużej. Zasady oceny są niejasne. Ponadto program jest niedostosowany do realiów podlaskich – jesteśmy jednym z najbiedniejszych regionów, a podlegamy takim samym ocenom jak Mazowieckie czy Wielkopolskie. W rezultacie 25 procent środków z programu sektorowego trafiło do woj. mazowieckiego. Podlaskie dostało tylko ok. 4 procent.
Konkluzja: ten sposób wdrażania funduszy strukturalnych zamiast usuwać nasze zaległości rozwojowe może spowodować jeszcze większe rozwarstwienie międzyregionalne.

Z ŻYCIA WZIĘTE
Tadeusz Klimowicz: – Z przedakcesyjnych programów Phare uzyskaliśmy 4 transze dotacji na szkolenie i zakup maszyn i urządzeń. Natomiast po wstąpieniu do UE, kiedy zmieniły się procedury, kiedy się decyzje odcięło od przedsiębiorstw i wprowadziło do gabinetów, dostaliśmy trzykrotnie odmowę. Dlaczego – wiemy tylko pobieżnie. Procedura odwoławcza w zasadzie nie istnieje, więc stratą czasu jest dociekanie przyczyn odmowy. Wydaliśmy znaczne środki na napisanie wniosków, a efektów nie było. Moim zdaniem komisja oceniająca wniosek powinna przychodzić do firmy, badać ją od środka, a nie tylko na papierze. Poza tym od złożenia wniosku do decyzji, że wniosek nie przeszedł, minęło 1,5 roku! W tym czasie potrzeby firmy się generalnie zmieniły.
Zbigniew Sokołowski: – Moja firma ma też dobre doświadczenia z funduszami przedakcesyjnymi. A odmienne z funduszami strukturalnymi. Na etapie regionalnym wniosek jednej z naszych spółek zależnych przeszedł weryfikację regionalną – z wysoką oceną. Ale przepadł, gdy doszło do ocen centralnych.
Wyjaśnienia nie otrzymaliśmy. Wniosek, jaki z tego wysnuliśmy wraz z innymi firmami podlaskiej Loży BCC: w woj. podlaskim te fundusze powinny być dzielone w ramach programów regionalnych. Inaczej będziemy ciągle przegrywać na szczeblu centralnym. Nie mamy szansy w konkurencji z firmami z Mazowsza czy Wielkopolski. Powinien też zostać zrobiony wartościowy podział wniosków. Inaczej dochodzi do absurdów – wniosek o wartości 10 – 20 tysięcy wymaga takiej samej ilości dokumentacji i załączników jak wniosek na milion złotych.
Sebastan Nietupski: Na ogól to wygląda tak, że przychodzi pismo, że we wniosku nie znaleziono niczego innowacynego. To najważniejsze kryterium. Ocen dokonują w Warszawie urzędnicy, którzy często nie mają zielonego pojęcia o prowadzeniu działalności gospodarczej. Powinno to być podzielone na branże oceniane przez ludzi, którzy się na nich znają. A nie że urzędnik który skończył ekonomię, ma 23 lata i ocenia firmę, która ma 20 lat doświadczenia. Ja dostałem fundusze. Dlatego, że gdy nasz pierwszy wniosek został odrzucony, zrobiliśmy “wywiad” wśród kolegów z innych firm i dowiedzieliśmy się, jakie przechodzą.
Jarosław Stypułkowski: W mojej ocenie te fundusze to biznes nie dla przedsiębiorców, a dla unii europejskiej: pieniądze są “dawane” przedsiębiorcom, a w rzeczywistości wracają do Unii. Bo preferowane jest rozwijanie produkcji. Przedsiębiorca kupuje więc maszyny. Gdzie? Na zachodzie. Poza tym u mnie już po złożeniu wniosku okazało się, że jeżeli inwestycja jest w toku, to nie może być dofinansowana. Nie powiedziała mi o tym wcześniej ani Fundacja, ani firma consultingowa, która przygotowywała mi wniosek. .
Krzysztof Paszko: Nie miał pan szczęścia do firmy. Ta zasada była znana od początku.
Michał Drynkowski: Gdy starałem się o dofinansowanie z Phare, otrzymałem pieniądze. W tym roku jako mikroprzedsiębiorstwo wystąpiłem o pieniądze z funduszy strukturalnych. Prowadzę działalność w obiektach zabytkowych. 7 miesięcy czekałem na wiadomość, że wniosek przepadł, bo w wyniku odremontowania nie powstanie nowy obiekt. Nie ważne, że wnosi to inne, niepowtarzalne wartości w region?

REGION SPRAWNIEJSZY NIŻ CENTRUM
Marcin Szczebiot: Założenie, żeby firmy oceniane były z uwzględnieniem wizyt, wiąże się z podniesieniem kosztów tych procedur. Ale widzimy pozostałe niedogodności. Zawsze proponowaliśmy takie kryteria przyznawania środków, które byłby korzystne dla regionów biedniejszych. Centrum ich nie przyjęło.
Marek Dźwigaj: Podstawowa różnica miedzy dobrze ocenianymi przez Państwa funduszami pharowskimi a źle ocenianymi strukturalnymi polega na tym, że te pierwsze były wdrażane na poziomie regionalnym. Ich sukces rozbudził popyt.
Podobnie zadziałała zapowiedź ogromnych pieniędzy z funduszy strukturalnych. Tymczasem pieniądze nie są ogromne. I występuje ściana w postaci tego (dyrektor podnosi plik wniosków i załączników, które “na dzień dobry” musi wypełnić przedsiębiorca ubiegający się o fundusze strukturalne). To powód, że około 2/3 firm korzysta z komercyjnych doradców przy wypełnianiu wniosków. Do grudnia najwięcej wniosków odpadało na etapie oceny techniczno ekonomicznej – zgodności projektu z celami programu. Jej kryteria były nie określone, zawierały m.in. subiektywne wrażenia eksperta. Przechodziło 30 – 40 procent wniosków. W grudniu przeniesiono tę ocenę na poziom regionu, do nas. Doprecyzowaliśmy jej kryteria. Teraz do dalszej oceny przechodzi około 70 procent wniosków.
Do tej pory od momentu złożenia wniosku przez przedsiębiorcę do uzyskania wyników oceny techniczno ekonomicznej upływało 3, 4 albo i więcej miesięcy.
Myśmy to zrobili w niecały miesiąc.

UWIEDZENI PRZEDSIĘBIORCY
Damian Raczkowski: Zaskakujące, że przedsiębiorcy dali się uwieść tej pięknej wizji. Może więcej by zyskali, gdyby czas i pieniądze, jaki wkładają w próby uzyskania tych funduszy włożyli w firmę?
Doświadczenie samorządów pokazuje jak świetnym rozwiązaniem jest dzielenie pieniędzy na poziomie regionalnym: wiemy ile jest kasy, jak się o nią ubiegać, jaka mniej więcej jest konkurencja.
Tomasz Perkowski: Nie zgadzam się, że przedsiębiorcy dali się uwieść. Warto zawalczyć o każde środki. I stąd ta idea CPP, żeby nie czekając na władze administracyjne, agencje wyeksponować interesy Podlasia.
Poseł: zwracam też uwagę jak bardzo ten system nakręcił koniunkturę różnym firmom doradczym. Kosztem tych kilkuset przedsiębiorców, którzy wydali spore pieniądze na przejście procesu przygotowawczego do umów, których nie podpisali.
Tadeusz Truskolaski: Jestem oczywiście za tym, żeby procedury były przejrzyste. Żeby przedsiębiorca po wypełnieniu aplikacji sam mógł podliczyć, ile tych punktów ma. Są to jednak pieniądze publiczne i procedura ich wydawania musi być tak określona, żeby nie trafiły w niepowołane ręce, a kryteria przydziału – trudne do spełnienia. Mamy w regionie 93 tysiące przedsiębiorców. Gdybyśmy zasady rozdziału środków za bardzo uprościli – zginiemy.
Uważam też, że środki dla przedsiębiorców powinny być dzielone na poziomie regionalnym, bo przyspiesza to decyzje i można więcej otrzymać.

CZAS NA ZMIANĘ KONCEPCJI
Marcin Szczebiot: Na razie mamy tylko zarysy rozwiązań na lata 2007 – 2013. Najprawdopodobniej małe, średnie i mikro przedsiębiorstwa przejdą do regionu i ocena projektów (formalna i merytoryczna) będzie w regionie. Jedynie duże firmy będą musiały aplikować na poziomie centralnym. Urząd marszałkowski ma pełnić rolę instytucji zarządzającej, jak to teraz robi ministerstwo gospodarki. Gdyby na początki coś nawet nie tak funkcjonowało, będzie to szybciej i łatwiej zmienić w regionie, niż w Warszawie.
Damian Raczkowski: Mamy też do czynienia z konfliktem dwóch idei: z jednej strony działa koncepcja wynikająca ze strategii lizbońskiej – pchanie UE do konkurowania ze Stanami Zjednoczonymi i Japonią w branży technologii wysoko rozwiniętych. I stąd ten nacisk na innowacyjność. Z drugiej – gdyby zwiększyć nacisk na ideę zrównoważonego rozwoju, to łatwiej byłoby politykom podjąć decyzję, że każdy region ileś tam dostaje i wyrównują się dysproporcje. To są już decyzje polityczne zapadające nad naszymi głowami.
Czy 15 posłów z Podlasia może coś tu zmienić?.. Będziemy próbować. Zarówno w tym gronie jak i przenosić te problemy do klubu PO.
Marek Dźwigaj: My działamy na zlecenie PARP i musimy funkcjonować według ściśle określonych procedur. Jednak staramy się codziennie walczyć z nielogicznymi rozwiązaniami. Opiniujemy i wytykamy błędy kolejnych zapisów.
Tadeusz Truskolaski: Może zamiast ścigać się z Japonią, przy pomocy tych programów należy aktywizować rynek pracy – nagradzać przedsiębiorców, którzy najbardziej zwiększają zatrudnienie? Choć w Warszawie trudno się przebić z takimi argumentami.
Ferox: Nie tylko w Warszawie: w grudniu ub. roku jako BCC od ówczesnego wojewody, Jerzego Półjanowicza usłyszeliśmy, że otrzymanie przez Podlasie zaledwie ok. 3 procent z funduszy strukturalnych to bardzo dobry wynik. Bo wypracowuje tylko 2,4 proc. PKB w skali kraju – czyli wręcz dostało więcej niż powinno.
Sebastian Rynkiewicz: Zachęcam wszystkich do ustosunkowania się do tej tematyki i przesłania swoich opinii czy to na adres Porannego czy Centrum Promocji Podlasia (mzalikowska@poranny.pl lub biuro@cpp.bialystok.pl ).
Innowacyjność i Strategia Lizbońska ustalana w 2000 roku nie przystaje do realiów polskich. A jako region chcemy dostać więcej z tego unijnego tortu.